Ze wszystkich wprowadzających w błąd ikon ewolucji najbardziej fundamentalną jest drzewo życia. Intuicyjnie wiemy, że rudzik i zięba są bardziej podobne do siebie nawzajem niż do żaby; że wszystkie trzy wymienione kręgowce są bardziej podobne do siebie nawzajem niż do ostrygi; że cztery zwierzęta są bardziej podobne do siebie niż do żonkila; oraz że pięć żywych organizmów jest bardziej podobnych do siebie nawzajem niż do kawałka żelaza. Ludzie przez wieki klasyfikowali żywe organizmy w podobny sposób, tworząc hierarchię zagnieżdżoną: żonkile i zwierzęta zaliczają się do organizmów żywych, ostrygi i kręgowce znajdują się w zbiorze zwierząt, żaby i ptaki są kręgowcami, a rudziki i zięby włączono do zbioru ptaków. Przez całe wieki ludzie uważali, że ta hierarchia zagnieżdżona jest odzwierciedleniem boskiego planu stworzenia. Uważał tak szwedzki przyrodnik Karol Linneusz (szw. Carlvon Linne), który w XVIII wieku stworzył nowoczesną taksonomię, nazywając i klasyfikując rośliny i zwierzęta według rodzaju i gatunku. Podobieństwa, po które sięgamy, klasyfikując organizmy żywe, to „homologie”, czasem definiowane jako cechy o podobnej strukturze, które mogą jednak pełnić różne funkcje. W XIX wieku biolog Richard Owen odróżnił homologie od „analogii”, czyli cech różniących się strukturą, lecz pełniących podobne funkcje. Na przykład skrzydła nietoperza i ptaka zbudowane są z tych samych podstawowych elementów kostnych, są więc homologiczne. Skrzydło owada pełni te samą funkcję, ale ma całkowicie inną strukturę niż skrzydło nietoperza czy ptaka, jest więc do nich analogiczne (zob. rys.1.). Owen i inni badacze wnioskowali, że analogia sugeruje niezależne przystosowanie do warunków zewnętrznych, homologia natomiast wskazuje na głębsze morfologiczne (anatomiczne) pokrewieństwo i jest w związku z tym lepszą wskazówką klasyfikacji niż analogia. Nietoperze i ptaki są zaliczane do kręgowców, owady natomiast nie.
![]() |
| Homologia i analogia |
Na górze: Skrzydło nietoperza. W środku: skrzydło ptaka. Na dole: Skrzydło owada. Homologia: skrzydła nietoperza i ptaka mają pojedynczą kość po prawej stronie, dwie kości w środku i kilka palców po stronie lewej (ptak ma mniej palców niż nietoperz, ale ich struktura i umiejscowienie są podobne). Analogia: Skrzydło owada w ogóle nie zawiera kości, a jedynie sieć żyłek.
Owen homologię przypisał konstrukcji opartej na wspólnym planie, Karol Darwin uznał jednak, że najlepszym jej wyjaśnieniem jest dziedziczenie po wspólnym przodku. W książce „O powstaniu gatunków” napisał, że genealogia jest „jedyną znaną nam przyczyną podobieństwa istot organicznych”. „Gdy patrzę – wskazywał – na wszystkie żywe istoty nie jako na oddzielne stworzone, lecz jako potomków w prostej linii niewielu przodków żyjących na długo przed osadzeniem się pokładów sylurskich, wydają mi się one przez to uszlachetnione”. Chociaż Darwin ujawniał ambiwalentny pogląd co do tego, czy każda „wielka gromada” miała oddzielnego przodka, czy też istniał jeden wspólny przodek wszystkich organizmów żywych, skłaniał się ku temu ostatniemu założeniu. Napisał "prawdopodobnie wszystkie istoty organiczne, które kiedykolwiek żyły na Ziemi, pochodzą od jednej, pierwotnej formy”. Tak oto Darwin opracował wspaniałe drzewo życia, ze wspólnym przodkiem tworzącym pień, formami pośrednimi obrazowanymi poprzez gałęzie i współczesnymi gatunkami przedstawianymi jako zielone i pączkujące gałązki.
![]() |
| Darwinowskie drzewo życia |
Zgodnie z teorią doboru naturalnego wszystkie żyjące gatunki łączyły się z gatunkami
rodzicielskimi każdego rodzaju biologicznego za pośrednictwem form różniących
się między sobą nie bardziej, niż dziś różnią siebie odmiany tego samego
gatunku; wymarłe zaś gatunki rodzicielskie w podobny sposób łączyły się z
jeszcze starszymi gatunkami i tak coraz dalej i dalej wstecz, aż wreszcie
wszystkie schodziły się do wspólnego przodka każdej wielkiej grupy. Liczba
ogniw pośrednich i przejściowych między żyjącymi a wymarłymi gatunkami musiała
być zatem niewyobrażalnie wielka.
Wspaniały opis, niestety nie odpowiadający faktom.
Skamieniałości
„Nadzwyczajnie
wielka” liczba pośrednich i przejściowych ogniw postulowanych przez Darwina nie
została nigdy znaleziona. W istocie jedną z najbardziej wyrazistych cech zapisu
kopalnego jest eksplozja kambryjska, kiedy to mniej więcej w tym samym czasie,
w okresie geochronologicznym nazwanym kambrem, pojawiły się główne grupy
zwierząt (nazwanych typami, phyla), nagle i bez skamieniałych dowodów
pochodzenia od wspólnego przodka. Darwin wiedział o tym w 1859 i uznał to za
poważny problem, który musi dzisiaj pozostać nierozwiązany i można go uznać za
poważny zarzut przeciw jego teorii. Przypisał problem niedoskonałościom zapisu
kopalnego i wyraził nadzieję, że przyszłe znaleziska pomogą uzupełnić wiele
białych plam. Jednak ponad sto kolejnych lat odkrywania skamieniałości wszystko
tylko pogorszyło. W 1991 roku zespół paleontologów doszedł do wniosku, że
wybuch kambryjski „był jeszcze gwałtowniejszy niż początkowo zakładano” The biological explosion at the Precambrian
boundary 1991, s. 279-356. Jeden z autorów artykułu z 1991 roku, James
Valentine, w roku 2004 opublikował w wydawnictwie University of Chicago Press
książkę pod tytułem On the Origin of Phyla (o pochodzeniu typów). Valentine
wierzy w ewolucję i w przedmowie swojej pracy pisze, że „Darwin miał rację
twierdząc, jakoby wszelkie istoty żywe pochodziły od wspólnego przodka i mogły
zostać umiejscowione na drzewie życia” s. 23. Niemniej na dalszych stronach
książki przyznaje że „organizmy” z charakterystycznymi planami budowy ciała,
które określamy jako istniejące typy. Pojawiają się w zapisie kopalnym nagle, a
wiele z nich w bardzo wąskim oknie czasu geologicznego. Jest to spójne z
zapisem kopalnym, z którego wynika, że wszystkie charakterystyczne plany budowy
ciała zwierząt wyewoluowały do końca tego okresu, ale żadnego z nich nie da się
prześledzić poprzez skamieniałości form pośrednich od grupy przodków. W 2013
roku Valentine i Douglas Erwin opublikowali kolejną książkę o eksplozji
kambryjskiej. Tak jak Valentine, Erwin również wierzy w ewolucję i ich
publikacja w przeważającej części składa się z hipotez ewolucyjnych splecionych
w historię o tym, co ich zdaniem wydarzyło się przed wybuchem i w jego trakcie.
Wprowadzają oni „widmowe linie rodowe” – hipotetyczne ogniwa, po których nie
zachowały się skamieliny, ale których istnienie jest konieczne w świetle
założenia o wspólnym przodku. Erwin i Valentine żartują nawet, że ich hipotezy
to „ćwiczenia w ewolucyjnym wywołaniu duchów” A co by się stało, gdyby eksplozji
kambryjskiej nie dało się wyjaśnić ewolucją? Co by było, gdyby typy zwierząt
nie wyłoniły się od wspólnego przodka na drodze procesów naturalistycznych? Co
by się stało, gdyby gwałtownie pojawienie się głównych grup zwierząt wymagało
nowych informacji, które są nie materialne? W swojej książce z 2013 roku,
zatytułowanej Darwin’s Doubt (Wątpliwość Darwina) Filozof nauki Stephen Meyer
twierdzi, że skoro różne plany budowy ciała wymagają odmiennych informacji,
eksplozja kambryjska była wybuchem informacji. Jego zdaniem jedynym znanym
źródłem takich informacji jest inteligencja, a więc eksplozja kambryjska
dowodzi inteligentnego projektu. A zatem dowody mogą mówić: tak. Ale nauka
mówi: nie.
Przerywana
równowaga
Gwałtowność eksplozji kambryjskiej widać w zapisie kopalnym także w mniejszej skali. Zdecydowana większość gatunków pojawia się w skamieniałościach nagle i trwa niezmieniona przez jakiś czas (zjawisko to określamy jako „zastój” [stasis]), po czym znika. W 1972 roku paleontolodzy Niles Eldredge i Stephen Jay Gould nazwali ten wzorzec „przerwaną równowagą” Jak twierdzi Gould, „każdy paleontolog zawsze wiedział”, że jest to dominujący wzorzec w zapisie kopalnym. The Structure of Evolutionary Theory, Cambridge 2002, s. 759. Eldredge i Gould przypisują zastój stałości środowiska lub wewnętrznym ograniczeniom rozwoju zarodka, nagłe pojawiania są zaś ich zdaniem rezultatem „specjacji allopatrycznej” („specjacja” odnosi się do źródeł nowego gatunku). Hipoteza specjacji allopatrycznej zakłada, że niewielka cześć istniejącej populacji zostaje oddzielona barierą geograficzną (słowo „allopatryczna” pochodzi od słów oznaczających „inny” i „ojczyzna”) i w związku z tym zostaje genetycznie odizolowana od populacji głównej. Hipotetycznie zmiany genetyczne (mutacje) mogą przekształcić wyizolowaną część w nowy gatunek, jednak ze względu na niewielką liczebność tej populacji i szybkość ewolucji, po nowym gatunku nie pozostaną skamieliny. Po pewnym czasie, gdy nowy gatunek zacznie już pozostawiać po sobie zapis kopalny, powstanie wrażenie nagłego pojawienia się. Niektórzy krytycy zarzucali, że jest to wyłącznie próba odbicia argumentu o braku dowodów na istnienie form przejściowych. Co więcej, część krytyki wskazywała, że wzorzec przerywanej równowagi jest bardziej spójny z koncepcją kreacjonizmu niż ewolucji. Jednak Darwin uznał przecież ideę kreacjonizmu za nienaukową. Inne głosy krytyczne pod adresem wzorca przerwanej równowagi dotyczyły tego, że ewolucja nowych cech morfologicznych za pośrednictwem genetycznych mutacji i doboru naturalnego wymaga dużych populacji i dłuższego czasu. Pojawienia się takich cech nie można oczekiwać w małych populacjach w krótkim czasie, jak zakłada to hipoteza Eldredge’a i Goulda. I tak biolodzy ewolucyjni Brian Charlesworth, Russel Lande i Montgomery Slatkin napisali w 1982 roku, że „niektóre mechanizmy genetyczne, które miały wyjaśniać nagłe pojawienie się i wydłużony zastój wielu gatunków kopalnych mają wyjątkowo nikłe potwierdzenie empiryczne”. Zatem wzorzec przerywanej równowagi nie jest wyjaśnieniem potwierdzonym empirycznie. Tak naprawdę niewiele wykracza on poza przeformułowanie obserwacji, że nowe gatunki mają skłonność do pojawiania się w zapisie kopalnym w sposób nagły, do trwania w niezmienionej formie i znikania. Przodków i form przejściowych brak. Od czasu do czasu udaje się odnaleźć skamieniałość o charakterystykach zdających się łączyć starsze i młodsze gatunki, a niektórzy twierdzą, że potwierdzają one prawdziwość teorii ewolucji. Te „formy przejściowe” czy „brakujące ogniwa” często trafiają na nagłówki, niemniej z czasem okazuje się, że żadne z nich nie są rzeczywistymi przodkami.
Dlaczego
skamieniałości nie mogą służyć do określania zależności między przodkiem a
potomkiem
Według brytyjskiego biologa Ronalda Jennera
bez dobrego zapisu kopalnego „możemy właściwie uciec się do naszych mniej lub
bardziej uzasadnionych wyobrażeń, by stworzyć historyczne narracje, będące
ostatecznym celem naszych badań nad ewolucją zwierząt”. Rzeczywiście, „nasza
wyobraźnia jest jedynym narzędziem powiązania fragmentarycznych dowodów w
gładką historyczną narrację, odnoszącą się do co, jak i dlaczego” Ewolucji.
Sytuacja ewolucjonistów jest w rzeczywistości jeszcze gorsza. Nawet gdybyśmy
mieli dobry zapis kopalny, wciąż musielibyśmy sięgać po wyobraźnię, by stworzyć
narrację o relacjach przodkowie-potomkowie.
Oto powód. Jeżeli znajdziesz dwa ludzkie szkielety zakopane na polu, to skąd będziesz
wiedział, kto był czyim przodkiem? Bez znaków identyfikujących i zapisów, a być
może w niektórych przypadkach bez DNA, tej wiedzy nie uda się zdobyć. A miałbyś
tu do czynienia z dwoma szkieletami tego samego, żyjącego gatunku. W
odniesieniu do dwóch różnych, starożytnych wymarłych gatunków często mocno
oddalonym od siebie w czasie i przestrzeni nie istnieje sposób wykazania zależności
przodek-potomek. Dziesięciolecia temu paleontolog z Amerykańskiego Muzeum
Historii Naturalnej Gareth Nelson napisał: „Pomysł, że można sięgnąć i
oczekiwać empirycznego odtworzenia sekwencji przodek-potomek, czy to w obrębie
gatunku, rodzaju, rodziny czy jakiegokolwiek innego taksonu, był i nadal
pozostaje zgubnym złudzeniem”. W 1999 roku redaktor naczelny „Nature” Henry Gee
napisał, że „połączenie skamieniałości w łańcuchy przyczynowo skutkowe w
jakikolwiek uzasadniony sposób jest praktycznie niemożliwe”. Dodał: „Sięgnięcie
po linę skamielin i twierdzenie, że przedstawiają linie rodową, nie jest
naukową hipotezą, którą można przetestować, ale twierdzeniem, którego moc
naukową można przyrównać do opowieści na dobranoc – zabawna, może nawet pouczająca,
ale z pewnością nie naukowa”. Gee (podobnie jak Valentine i Erwin) wierzy w ewolucję,
ale jego wiara (jak i pozostałych wymienionych naukowców) zdecydowanie nie
opiera się na dowodach kopalnych.
Drzewa filogenetyczne
Mimo faktu, że zależności przodek-potomek
nie mogą zostać odtworzone empirycznie na podstawie skamielin, współczesne piśmiennictwo
biologiczne pełne jest drzew ewolucyjnych nazywanych drzewami „filogenetycznymi”
które mają takie relacje obrazować. Drzewom tym przeważnie towarzyszą historię
na temat tego, jak starsze organizmy ewoluowały w te nowsze. Ale drzewa
filogenetyczne nie wymagają wskazania przodków. Tak naprawdę nie potrzebują
nawet organizmów. W 2013 roku grupa popularyzatorów nauki opracowała plan
nauczania uczniów szkól średnich i studentów college’ów, jak konstruować drzewo
filogenetyczne z różnych metalowych mocowań, makaronu czy ciastek. Mimo że
przedmioty są sztuczne „problemy, które się pojawiały i pytania, na które
należało znaleźć odpowiedzi, były podobne do tych, którymi zajmują się
paleontolodzy, wykorzystujący okazy skamielin”. Pierwsza wskazówka brzmi: „Organizmy,
które są do siebie podobne pod wieloma względami, są prawdopodobnie bliżej ze sobą
spokrewnione niż organizmy, które są do siebie podobne tylko trochę. Zatem im
większe jest podobieństwo struktury (im więcej wspólnych cech), tym bliższe możliwe
pokrewieństwo obu form”. Uczniowie i studenci są instruowani, by „wybierać
najmniejszą, najprostszą formę jako prawdopodobnego wspólnego przodka dla grupy
i potem starać się ułożyć pozostałe jako gałęzie drzewa wychodzące od tegoż
przodka” Oczywiście nic w tych formach nie wymaga czy też nie implikuje wspólnego
przodka. W rzeczywistości wszyscy wiemy, że metalowe mocowania, makarony i
ciastka są produktem inteligentnego projektu. A więc tym, co mamy, jest po
prostu ćwiczenie w wybieraniu, jakie charakterystyki porównywać i jak decydować
o poziomie relacji. „Relacja” jest pojęciem wieloznacznym. W jednym sensie może
odnosić się do genealogii, jak w twierdzeniu „Relacja Karola Darwina z Erazmem
Darwinem (dziadkiem) jest bliższa niż relacja obu mężczyzn z indiańskim wodzem
Geronimo”. W innym sensie może się odnosić do podobieństwa, jak w zdaniu: „Relacja
żelaza z aluminium jest bliższa niż relacja każdego z nich z żonkilem”. W
odniesieniu do gatunków ze skamieniałości relacje pozostają nieznane w
znaczeniu pierwszym, więc drzewa filogenetyczne tworzone są na podstawie
relacji w drugim rozumieniu. Jednak
wielu ewolucjonistów stawia tu znak równości, sugerując, że wykazali zależności
w sensie genealogicznym.
Kladystyka
W 1950 roku niemiecki biolog Willi Hennig zapoczątkował prace nad systematyką filogenetyczną, później nazywaną kladystyką („Klad” pochodzi od greckiego słowa oznaczającego „gałąź”, w biologii odnosi się do gałęzi drzewa życia). Hennig uważał, że ewolucja jest faktem, niemniej nie podobało mu się niczym niepohamowane opowiadanie historyjek o ewolucji i poszukiwał bardziej rygorystycznego empirycznie sposobu na określenie relacji między istotami żywymi. W kladystyce schemat powstający dzięki porównywaniu cech wspólnych pewnym określonym taksonom (grupom organizmów, takich jak gatunki, rodzaje, rodziny i tak dalej), ale nie innym, nazywamy kladogramem. Ta pierwsza grupa określana jest jako „grupa wewnętrzna”, ta druga jest „grupą zewnętrzną”. Charakterystyki, które znajdujemy u grupy wewnętrznej, ale nie u zewnętrznej, są cechami „pochodnymi”, a kladogram opiera się na „wspólnych cechach pochodnych”. Rezultatem jest hierarchia zahnieżdżona (zob. rys 2.3.). Kladystycy uznają takie podejście za precyzyjniejsze i bardziej dające się przetestować aniżeli zwykłe zliczanie podobieństw. Kladogram nie zawiera elementu czasu ani zależności rodowych. Biolog ewolucyjny może stwierdzić, że grupy zewnętrzna i wewnętrzna są spokrewnione i mają wspólnego przodka, ale w samym kladogramie nie ma niczego, co by takiej zależności wymagało. Przodkowie i formy przejściowe pozostawiane są sferze wyobraźni. Paleontolog Kevin Padian z Uniwersytetu Kalifornijskiego w Berkeley uznaje to, chociaż wierzy w ewolucję (tak naprawdę zaciekle jej broni). Jak wyjaśnia, we właściwie narysowanej filogenezie „wymarłe zwierzęta nie są postrzegane jako wzajemni bezpośredni przodkowie (brakujące ogniwa), ale raczej jako przedstawiciele drzewa życia, pomagający nam odczytać sekwencję ewolucji głównych cech (nie form przejściowych)”. Padian przywiązuję wagę do przekonywania studentów do ewolucji, niemniej zaleca uzupełnienie kladogramów i tworzenie „ewogramów”. Innymi słowy, mimo braku dowodów zakłada się istnienie zależności rodowych.
| Drzewo, kladogramy i zagnieżdżona hierarchia |
Na górze: Diagram przedstawiający gatunek A ewoluujący w gatunek B oraz gatunek B dzielący się na C i D. W środku: Dwa sposoby przedstawienia zależności między tymi czterema gatunkami za pomocą kladogramów: zauważ, że wszystkie cztery gatunki są teraz na tej samej linii i żaden nie jest przedstawiany jako przodek innego. Na dole: Zagnieżdżona hierarchia zawierające te same informację co zamieszczone wyżej kladogramy, czyli że A i B mają pewne wspólne charakterystyki, ale B ma przynajmniej jedną cechę pochodną, która nie występuje u A, natomiast C i D mają cechy wspólne z B, ale też przynajmniej jedną , której się u B nie stwierdza. Warto zwrócić uwagę, że rysunek na górze zawiera wymiar czasu (A pojawia się przed B, a B przed C i D), natomiast kladogramy i hierarchia zagnieżdżona takich odniesień do czasu nie mają.
Staroświeckie drzewa ewolucyjne zdobiące dawniej podręczniki biologii są dziś w dużej mierze zastępowane kladogramami. Niemniej większość podręczników wciąż wprowadza czytelników w błąd, sugerując że kladogramy są diagramami przedstawiającymi przodków i potomków. Przykładowo, w bardzo popularnym w szkołach średnich podręczniku Biology Kennetha Millera i Josepha Levine’a z 2014 roku można przeczytać, że „kladogram łączy grupy organizmów, pokazując, jak linie rodowe rozgałęziają się, wychodząc od wspólnych przdoków”. A tych wspólnych przodków ani widu, ani słychu.
Filogeneza molekularna
Od kiedy w połowie XX wieku powstała
biologia molekularna, biolodzy coraz częściej sięgali po porównania sekwencji
DNA, RNA i białek do tworzenia drzew filogenetycznych. Na przykład dana
sekwencja DNA może pojawiać się u różnych gatunków, choć z drobnymi wariacjami.
Porównanie takich różnic w sekwencjach u gatunków A,B i C może prowadzić do wniosku,
że A jest bliżej spokrewniony (czyli bardziej podobny) do gatunku B nić C..
Podobieństwa między dwiema sekwencjami (często określane jako homologia) można
wyrazić procentowo, pokazując odsetek identycznych podjednostek w korespondujących
lokalizacjach. Można zakładać, że podobieństwo implikuje genealogię, niemniej jest
to tylko założenie. Wszelkie wnioskowanie o genealogii na podstawie
podobieństwa sekwencji ma charakter hipotetyczny. A skoro sekwencje molekularne
(z rzadkimi wyjątkami) można pozyskać jedynie od organizmów żywych, wszelkie
wnioski dotyczące ewolucyjnej przeszłości tych organizmów w tym ich przodków są
jeszcze bardziej hipotetyczne.
Problem
przyrównania sekwencji
Przed porównaniem sekwencji DNA należy je
przyrównać. W sekwencjach molekularnych organizmów żywych często dochodzi do
powtórzeń lub usunięcia fragmentów tych sekwencji. A to znaczy, że nie zawsze
wiadomo, od którego miejsca rozpocząć przyrównywanie. Sekwencje mogą być
całkiem długie, a skoro można je przyrównać na więcej niż jeden sposób, wyniki
będą w dużej mierze zależały od wybranego sposobu przyrównywania. Kiedy zaś
porównuje się wiele sekwencji, tak jak w filogenezie molekularnej, problem robi
się znacznie poważniejszy. Istnieją programy komputerowe do przyrównywania
sekwencji, ale są one uzależnione od parametrów wbudowanych w nie przez
programistów i czasem wyniki są biologicznie nie przekonywujące. W 2009 roku
biolog David Morrison analizował naukowe piśmiennictwo i odkrył, że „ponad
połowa biologów ewolucyjnych i ponad trzy czwarte filogenetyków ręcznie ingeruje
w przyrównywanie sekwencji”. W 2015 roku Morrison zwrócił uwagę na „proliferację
metod przyrównywania prowadzących do wykrywalnie różnych wielokrotnych
przyrównywań sekwencji w niemal wszystkich realnych przypadkach” A zatem zanim
proces porównywania sekwencji w ogóle się rozpocznie, subiektywne wybory wpływają
już na końcowe rezultaty. Podobieństwa mają informować badaczy o możliwym
pokrewieństwie i o stopniu jego bliskości. Jak się jednak okazuje, badacze
uzyskują te informację, dobierając sobie preferowane przyrównania.
Niekompatybilne
Drzewa
Nie powinno zatem nikogo dziwić, że porównania
sekwencji często prowadzą do powstania zaprzeczających sobie drzew
filogenetycznych. Dziesięciolecia temu zakładano, że włącznie większej liczby
cząsteczek do analiz pozwoli wyeliminować te różnice. Tak się jednak nie stało.
W 2005 roku biolodzy ewolucyjni Antonis Rokas, Dirk Kruger i Sean B. Carroll
analizowali pięćdziesiąt genów w siedemnastu grupach zwierząt i doszli do
wniosku, że „różne analizy filogenetyczne mogą doprowadzić do sprzecznych wniosków,
[pozornie] niepodważalnie słusznych”. W 2008 roku międzynarodowy zespół złożony
z osiemnastu biologów wykorzystał 150 genów do skonstruowania filogenezy grup
zwierząt. Drzewo to zostało zanegowane rok później przez inny międzynarodowy
zespół liczący dwudziestu biologów, który wykorzystali 128 genów. W 2012 roku
biolodzy Liliana Davalos, Andrea Cirranello, Jonathan Geisler i Nancy Simmons
ogłosili, że „brak zgodności między filogenezami wywiedzionymi z analiz
morfologicznych versus molekularnych oraz między drzewami powstałymi na
podstawie różnych zbiorów sekwencji molekularnych jest wszechobecny”. W celu wyeliminowania
sprzeczności między filogenezami molekularnymi biolodzy często wyłączają ze
swoich analiz dane, usprawiedliwiając tę praktykę twierdzeniem, że nie
wszystkie sekwencje niosą „silne filogenetyczne sygnały”. Na przykład zazwyczaj
uznaje się, że jednostki taksonomiczne są blisko spokrewnione, jeśli odpowiadające
sobie sekwencje są podobne. A przecież sekwencje mogą być bardzo odmienne nawet
w jednostkach taksonomicznych, które na podstawie innych wskazówek uważane są
za powstałe niedawno ze wspólnego przodka. Te niepasujące sekwencje uznawane są
wtedy za „szybko ewoluujące” i wyłączone z drzewa filogenetycznego, Sekwencje
mogą też być bardzo podobne w jednostkach taksonomicznych, o których sądzi się,
że wyodrębniły się od siebie dawno temu, i wtedy ich podobieństwo przypisywane
jest akumulacji wystarczającej liczby mutacji, dzięki którym się do siebie
zbliżyły (zjawisko określane jako „efekt przyciągania długich gałęzi” ang. long
branch attraction). Zauważamy, jak znacząca rola w tej dyskusji przypada
założeniom. Wszystkie sekwencje molekularne (z rzadkimi wyjątkami) pochodzą od
istot żywych. Nie ma sposobu na wejrzenie w odległą przeszłość w celu
ustalenia, czy mieliśmy do czynienia z szybką dywergencją, czy powolną konwergencją.
A więc filogenetyk zakłada istnienie ewolucji oraz to, że historia życia
przypomina drzewo, potem wybiera określone drzewo filogenetyczne i pozbywa się
każdej sekwencji, która mu nie pasuje.
| Rysowanie drzewa filogenetycznego |


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz