Strony

poniedziałek, 8 sierpnia 2022

Zapis Kopalny

 Ogólny obraz obecnego życia na Ziemi jest bardzo nieciągły, luki między różnymi typami są tak oczywiste, że niezgodne z tym, co przypomina nam Steven Stanley w swojej niedawnej książce "Makroewolucja", gdyby nasza wiedza biologiczna była ograniczona do gatunków żyjących dziś na Ziemi mogli byśmy się zastanowić, czy doktryna ewolucji klasyfikowałaby się do bycia czymś innym niż tylko bulwersującą hipotezą. Bez form pośrednich czy postaci przejściowych wypełniających olbrzymie luki dzielące żyjące gatunki i grupy organizmów koncepcja ewolucji nigdy nie mogłaby być uznana za poważną hipotezę naukową.
Skupianie się na problemie form pośrednich, co było cechą zarówno popularnej, jak i akademickiej myśli ewolucyjnej po wydaniu rozprawy "o powstaniu gatunków" jest całkiem zrozumiałe, wziąwszy pod uwagę, że w latach sześćdziesiątych i siedemdziesiątych XIX wieku idea ewolucji była wciąż pomysłem rewolucyjnym, walczącym o akceptacje i szacunek w społeczności biologów, których poglądy w większości były typologiczne. Dla Darwina i jego ówczesnych zwolenników było całkiem oczywiste, że stało przed nimi trudne zadanie przekonania sceptycznych kolegów o prawdziwości ewolucji i o tym, że formy przejściowe są niezbędne dla wiarygodności ich twierdzeń. Fakt, że w dużej mierze ich brakowało, został uznany za znaczną wadę ich argumentacji.

Celaknotokrztałtne uważano za wymarłe od niemal stu milionów lat, aż pewnemu rybakowi udało się złapać jeden okaz przy wschodnim wybrzeżu Afryki. Odkrycie jego bliskiego krewnego - wymarłej grupy ryb Rhipidistia, które uważa się za przodków płazów, a tym samym wszystkich kręgowców lądowych - wywołało znaczne podniecenie. jednakże badania jej anatomii miękkiej ujawniło cechy, które nie do końca były tym, czego poszukiwano u bliskiego krewnego przypuszczalnych przodków płazów (za gregorym)


W dekadach następujących zaraz po publikacji rozprawy o powstaniu gatunków powszechnie uważano, że w końcu dojdzie do odkrycia brakujących ogniw, a teoria ewolucji zostanie potwierdzona. Dlatego poszukiwanie ich stało się czymś w rodzaju obsesji każdy sygnał o odkryciu nowej skamieliny był przyjmowany z dużą ekscytacją. Nadzieję na odkrycie wymaganych przez ewolucję form pośrednich pokładano nie tylko w skamielinach. Wyobraźnię biologów, i nie tylko ich, porwała szczególnie wizja odkrycia "żyjących ogniw" na niezbadanych obszarach globu. Zaginiony świat Arthura Conan Doyle'a uchwycił coś z atmosfery tamtych czasów. Rozległy płaskowyż w niedostępnej części Ameryki Południowej, otoczony nieprzeniknioną dżunglą, zamieszkiwany przez prehistoryczne gatunki swego rodzaju żywe muzeum przeszłości, był niewątpliwie czymś nieco melodramatycznym, ale idea stojąca za tym pomysłem ożywiła nie tylko społeczeństwo, lecz także  chociaż nie w tak dużym stopniu poważnych badaczy ewolucji. A jeśli nie było "zaginionych światów" na lądzie, to zawsze pozostawał ocean, którego głębie w latach sześćdziesiątych XIX wieku były niemal zupełnie niezbadane.
Niektóre z pierwszych prób wyciągnięcia żywych organizmów z dna mórz, podjęte we fiordach Lofotów w Norwegii i wokół atlantyckiego wybrzeża Wielkiej Brytanii w latach sześćdziesiątych XIX wieku, ujawniły, że pewne gatunki, które uważano do tamtego czasu za wymarłe od milionów lat, tak naprawdę żyły nadal na dnie oceanu. Takie odkrycia sprzyjały idei że głębiny morskie mogą być "najbezpieczniejszym ze schronień, tajemnymi głębinami, gdzie ci którzy przetrwali dawne ery geologiczne, na pewno zostaną odkryci. A niektórzy z tych ocalonych mogą być brakującymi ogniwami które w świetle nowej koncepcji ewolucji musiały niegdyś istnieć.
Kiedy w HMS Challenger wypłynął w 1872 roku aby przeprowadzić pierwsze szerokozakresowe badanie systematyki fauny głębokomorskiej, za każdym razem, gdy wyciągano na powierzchnie kolejny trał lub dragę, wybuchało podniecenie. Jak opisał to jeden z członków naukowych wyprawy "wszyscy mężczyźni i chłopcy na pokładzie, którzy tylko byli w stanie oderwać się od obowiązków, zbierali się wokół by zobaczyć co wyłowiono. Ale podczas kolejnych etapów wyprawy, kiedy kolejne dragi przyniosły tylko formy już dobrze znane i powiązane z gatunkami wód płytkich, ekscytacja stopniowo przygasała. W rzeczywistości ani Challenger, ani żadna kolejna wyprawa oceanograficzna nie wyłowiły jakiegokolwiek typu brakującego ogniwa.
Morza i lądy oczywiście ukazały wiele nowych, nieznanych w czasach Darwina gatunków, gdyż zoologowie i botanicy rozciągnęli swoje badania na obszary, które 100 lat temu były niezbadane. W ostatnim stuleciu odkryto kilka gatunków ryb głębinowych oraz wiele bezkręgowców, zarówno lądowych, jak i wodnych, jednak wszystkie one były bardzo blisko spokrewnione z już znanymi grupami. W kilku wyjątkowych wypadkach, kiedy odkrywano zupełnie nową grupę organizmów, niezmiennie okazywało się, że była ona odizolowana i unikatowa, i w żadnym sensie nie dało się jej uznać za grupę pośrednią czy też przodka w rozumieniu teorii ewolucji.
Jeden z kilku przypadków odkrycia zupełnie nowego typu organizmu miał miejsce w 1900 roku, gdy z wód Indonezji został wyłowiony okaz dotychczas nieznanej formy robaka morskiego, który ostatecznie okazał się przynależeć do nowego typu Pogonophora (rurkoczułkowców). Wiemy dziś, że są to osiadłe organizmy żyjące w długich, sztywnych chitynowych tubach osadzonych na dnie morza.
W czasach Darwina przebadano tylko niewielki ułamek wszystkich warstw zawierających skamieliny, a profesjonalnych paleontologów praktycznie można było policzyć na palcach jednej ręki. Olbrzymie obszary globu nigdy nie zostały opisane, a na pewno nie były przebadane przez geologów i paleontologów. Wielkie połacie Rosji, Australii, Afryki i większości Azji leżały praktycznie nietknięte. Nieobecność form pośrednich, chociaż szkodliwa, w 1860 nie była zabójcza, gdyż rozsądek  podpowiadał, że wiele z nich zostanie ostatecznie odkrytych w miarę zwiększenia intensywności badań geologicznych i nigdzie jeszcze nie przeprowadzono poszukiwań z wystarczającą ścisłością oraz wciąż zapominamy o tym, jak wielki jest świat w stosunku do tej małej powierzchni jaką jaką starannie przebadano pod względem geologicznym.
W tym okresie nieznajomość geologii w krajach pozaeuropejskich, poza Europą i Stanami Zjednoczonymi, była tak wielka że jak twierdzi Darwin

"Tak samo byłoby niewłaściwie z naszej strony stosownie do całej powierzchni Ziemi poznanego u nas sposobu następstwa organizmów jak niewłaściwie byłoby postępowanie naturalisty, który zatrzymawszy się na pięć minut na jakimś pustym wybrzeżu Australii, chciałby wnioskować o liczbie i rozmieszczeniu żyjących tam organizmów."

Kładąc nacisk na bardzo małą część wszystkich warstw potencjalnie zawierających skamieliny, które w jego czasie były zbadane, Darwin potrafił odeprzeć krytykę oponentów, którzy uważali, że nieobecność ogniw łączących nie da się pogodzić z ewolucją organiczną. Zawarte w rozprawie o powstaniu gatunków założenie Darwina, że wiele ogniw łączących jest zagrzebanych i czeka na odkrycie, narodziło się też po części z faktu, że kiedy pisał swoje dzieło, co jakiś czas pojawiały się nowe odkrycia paleontologiczne, co skłaniało do potwierdzenia idei, że obraz starożytnego życia uzyskany ze skamielin jest dalece niekompletny. Od czasów Darwina poszukiwania brakujących ogniw w zapisie kopalnym prowadzono z rosnącą intensywnością. Ekspansja aktywności paleontologicznej  w ostatnim stuleciu była tak wielka że od 1860 roku przeprowadzono prawdopodobnie 99,9% wszystkich prac paleontologicznych. Jedynie niewielki ułamek z około 100 tysięcy znanych dzisiaj gatunków kopalnych był znany Darwinowi. Jednak niemal wszystkie nowe gatunki kopalne odkryte od jego czasów były albo blisko spokrewnione z już znanymi formami, albo jak rurkoczułkowce były dziwnymi, unikatowymi typami o nieznanym pochodzeniu.

 Jedno z najbardziej spektakularnych odkryć zespołu gatunków kopalnych miało miejsce w 1909 roku i zostało dokonane przez amerykańskiego paleontologa Charlesa Doolittle Walcota, kiedy wydobył on z formacji łupkowej organizmów z okresu kambryjskiego, sprzed około 600 mln lat. Obok wielu bardzo dobrze znanych form, takich jak meduzy, rozgwiazdy, trylobity i wczesne mięczaki, występujących  w tych starożytnych osadach, Wallcot odkrył wiele gatunków, które jednoznacznie były reprezentantami nieznanych do tamtych czasów typów, a co można było ocenić z tych kopalnych pozostałości w zakresie ich biologii, musiały one być tak samo niezwykłe, jak żyjące obecne rurkoczułkowce, o których mowa była wyżej.
Morris i Whittington niedawno opisali niektóre z tych ciekawych form. Jedna z nich, znana powszechnie jako Hallucigienia, przemieszczała się po dnie oceanu za pomocą siedmiu par ostro zakończonych, szczudłopodonych nóg. Na jej grzbiecie znajdował się rząd siedmiu macek, każda zakończona wzmocnionymi szczypcami. Innym unikatowym robakiem była Opabinia, mająca na głowie pięcioro oczu i tajemniczy organ chwytny  zakończony rozwidlonym koniuszkiem, który przypuszczalnie zwierze to używało do chwytania ofiar. Ostatecznie z łupków z Burgess pozyskano przedstawicieli dziesięciu zupełnie nowych typów bezkręgowców, jednak żaden z nich nie okazał się ogniwem pomiędzy wcześniej znanymi typami, a była to jedynie dziesiątka dotychczas nieznanych i przypuszczalnie zewnętrznych odnóg na drzewie życia. Jak skomentowali to Morris i Whittington:

"Być może najbardziej interesującym problemem, jaki przedstawia fauna z łupków w Burgess, jest 10 czy więcej rodzajów bezkręgowców, które dotychczas opierały się wysiłką przypisania ich do znanych typów. Wydają się one jedynymi znanymi przedstawicielami typów, których istnienia nawet nie podejrzewano"

W 1947 roku, niemal 40 lat po odkryciu fauny z łupków z Burgess, australijski geolog R.C Sprigg dokonał kolejnego spektakularnego odkrycia nowej grupy form kopalnych, tym razem w odległych wzgórzach Ediacara w południowej Australii, w prekambryjskich skałach, które powstały jakieś siedemset milionów lat temu. Tak samo jak w łupkach z Burgess niektóre z gatunków fauny Ediacara należały do dobrze znanych współczesnych grup. W tych starożytnych morzach żyły na przykład koralowce morskie bardzo podobne do dobrze poznanej piórówki, która do dziś jest powszechna w wielu cieplejszych obszarach oceanów. Jednak pomiędzy tymi znanymi nam piórówkami były też inne gatunki o absolutnie nieznanym powinowactwie, tak jak na przykład dziwna, kosmiczna wręcz forma Tribrachidium, płyktopodobnego organizmu który zawierał trzy równe ramiona, promieniście się rozchodząc, haczykowato zakończone i obramowane mackami. Glaessner tak to skomentował:

"Czegoś takiego nigdy nie widziano wśród milionów znanych gatunków zwierząt. Nie przypomina niczego znanego, chyba że trzy zgięte nogi, które widać w herbie wyspy man"

Odkrycia w łupkach z Burgess i we wzgórzach Ediacara są jedynie dwoma przykładami, ukazującymi to, to jest powszechnym doświadczeniem paleontologii że już od czasów Jardin de Paris i stworzenia tej dziedziny nauki pod koniec XVIII wieku skały wciąż dawały nowe, ekscytujące, a nawet dziwne formy życia na początku XIX wieku dinozaury, ichtiozaury i pterozaury, w XX wieku zaś Hallucigenia i Tribrachidium oraz wiele innych, ale nigdy nie dostarczyły dużej liczby form przejściowych wskazywanych przez Darwina. Pomimo olbrzymiego zwiększenia aktywności działań geologicznych w każdym zakątku globu i po mimo odkrycia wielu dziwnych i dotychczas nieznanych form, nieskończoność ogniw łączących ciągle nie została stwierdzona, a zapis kopalny jest tak samo nieciągły jak wtedy, gdy Darwin pisał swoje dzieło o powstaniu gatunków. Formy pośrednie są nadal tak nieuchwytne jak zawsze, a ich brak pozostaje, nawet po tak wielu latach, jedną z najbardziej wymownych cech zapisu kopalnego. tak w czasach Darwina, jak i teraz jest niezaprzeczalną prawdą, że pierwsi przedstawiciele wszystkich klas organizmów znanych biologii, kiedy pojawiają się w zapisie kopalnym, są już bardzo charakterystyczne dla swojej klasy oraz w pełni ukształtowane. 

Zjawisko to jest szczególnie widoczne w przypadku zapisu kopalnego bezkręgowców. W momencie pojawienia się w starożytnych morzach paleozoiku życie bezkręgowców było już podzielone praktycznie na wszystkie główne, znane nam dziś grupy. Nie tylko każdy typ bezkręgowców miał swoją reprezentację, lecz także istniało wiele z ich podgrup. Na przykład u mięczaków w chwil ich nagłego pojawienia się w zapisie kopalnym można wyróżnić najwcześniejszych przedstawicieli głowonogów (grupy obejmującej ośmiornice i mątwy), blaszkoskrzelnych (małże i ostrygi) czy brzuchonogów (ślimaki i pomrowy) i tak dalej. Ani ich typy, ani ich główne podgrupy nie są połączone żadnymi formami pośrednimi. Robert Branes tak podsumował aktualną sytuację:

"Zapis kopalny nie mówi nam praktycznie nic o ewolucyjnym pochodzeniu typów i klas. Formy pośrednie nie istnieją, są nieodkryte lub nierozpoznane"

Co ciekawe, problem jest jeszcze większy ze względu na fakt, że najwcześniejsi przedstawiciele większości głównych typów bezkręgowców pojawiają się w zapisie kopalnym we względnie krótkim okresie geologicznego czasu, około 600 milionów lat temu, w erze kambryjskiej. Odłożone przez setki milionów lat typy, są niemalże pozbawione skamielin zwierzęcych. Jeśli kiedykolwiek istniały formy przejściowe między głównymi typami, to ich skamieliny powinny być odkryte w warstwach prekambryjskich.
Tak samo ma się sprawa z roślinami. Pierwsi przedstawiciele każdej z głównych grup pojawiają się w zapisie kopalnym już w postaci wysoce wyspecjalizowanej i do tego bardzo charakterystycznej dla grupy, do której należą. Być może ze wszystkich grup roślin w zapisie kopalnym jednym z najgwałtowniejszych zdarzeń jest pojawienie się roślin okrytonasiennych w erze zwanej przez geologów kredą. Podobnie jak nagłe pojawienie się pierwszych grup zwierząt w skałach kambrysjkich, nagłe pojawianie się pierwszych grup zwierząt w skałach kambryjskich, nagłe pojawienie się roślin okrytonasiennych jest trwałą anomalią, która oparła się wszelkim próbom wyjaśnienia od czasów Darwina. Nagłe powstanie roślin okrytonasiennych było dla niego zagadką. W liście do Hookera napisał

"Wydaje mi się, że nic nie jest bardziej zadziwiające w historii królestwa roślin, niż najwidoczniej nagły lub gwałtowny rozwój roślin wyższych"

Już przy pierwotnym pojawieniu się rośliny okrytonasienne były podzielone na różne klasy, z których wiele przetrwało bez większych zmian do dziś. Przypuszczalnie rośliny okrytonasienne w okresie krótszym niż 50 milionów lat zmieniły wegetację ziemską.
I znów, tak jak w przypadku braku prekambryjskich skamielin, w skałach sprzed okresu kredy nie odkryto żadnych form łączących rośliny okrytonasienne z jakąkolwiek inną grupą roślin.
 Według Daniela Axelroda:

"Nie zidentyfikowano dotychczas w zapisie kopalnym grupy - przodka, z której wywodzą się rośliny okrytonasienne, i żadna żyjąca obecnie roślina okrytonasienna nie wskazuje na takie powiązanie z przodkami. Ponadto zapis kopalny w zasadzie nie rzucił żadnego światła na relacje między jednostkami taksonomicznymi na poziomie rzędu i rodziny"

Ten sam wzorzec jest prawdziwy, gdy mówimy o zapisie kopalnym kręgowców. Pierwsi członkowie każdej z głównych grup pojawiają się nagle, niepowiązani z żadnymi innymi grupami za pomocą form pośrednich czy przejściowych. Już przy ich pierwszym  pojawieniu się są one dobrze zróżnicowane i charakterystyczne dla odpowiadających im klas, chociaż często w bardziej ogólny sposób niż ich późniejsi przedstawiciele. Spójrzmy na przykład jak pojawiały się różne grupy ryb. W okresie krótszym niż 50 milionów lat zaczynającym się około 400 milionów lat temu, w zapisie kopalnym pojawiała się znaczna część wszystkich znanych grup ryb. Obejmują one też wiele wymarłych grup ryb, na przykład archaiczne, bezżuchwowe ostrakodermy, dziwne i silne opancerzone plakodermy, a jednocześnie wielu przedstawicieli  współczesnych form rybich, jak ryby dwudyszne, celakantokrztałtne i jesiotry.
Pierwsi przedstawiciele wszystkich tych grup byli od razu tak silnie zróżnicowani i odizolowani w chwili pojawienia się, że żadnej z nich nie można nawet w najszerszym sensie uznawać za pośrednią w stosunku do innych grup. Tak samo jest w przypadku ryb chrzęstnoszkieletowych - rekinów i płaszczek które pojawiły się jakieś 50 milionów lat później niż inne grupy ryb. już przy pierwszym pojawieniu się są one wysoce wyspecjalizowane, całkiem odmienne i odizolowane od wcześniejszych grup ryb. Żadnej ze znanych w paleontologii kręgowców grup ryb nie można sklasyfikować jako przodka jakiejś innej wszystkie są powiązane jako grupy siostrzane, nigdy jako przodkowie i potomkowie.
Wzorzec ten powtarza się w chwili pojawienia się płazów. W okresie jakichś 50 milionów lat, zaczynającym się około 350 milionów lat temu jak dowodzą skamieliny, pojawiło się kilka archaicznych i dziś wymarłych grup płazów. Znowu jednak każda z tych grup jest unikatowa i odizolowana już w chwili pojawienia się w i żadnej z tych grup nie można uznawać za przodka jakiejkolwiek innej grupy płazów. Podobnie, kiedy pojawiły się współczesne grupy płazów takie jak żaby, ropuchy, salamandry i traszki co nastąpiło wiele milionów lat później też były one zróżnicowane i odizolowane od wcześniejszych grup gadów i ssaków, kiedy te pojawiły się w zapisie kopalnym.
Ogólny charakter zapisu kopalnego w jego dzisiejszej postaci doskonale podsumował G.G Simpson w artykule przygotowanym na Darwin Centenary Symposium, które odbyło się w Chicago w 1959 roku. Simpson jest wybitnym paleontologiem, którego poglądy na temat luk w zapisie kopalnym niosą ze sobą silny przekaz. Jak wskazuje, jedną z najbardziej uderzających cech zapisu kopalnego jest to, że nowe rodzaje organizmów pojawiają się nagle:

"Nie prowadzi do nich z reguły sekwencja niemal niezauważalnie zmieniających się prekursorów, co do których Darwin sądził, że powinny być normalną składową ewolucji. Jest znana olbrzymia liczba grup dwóch lub kilku zachodzących na siebie stopniowo gatunków, ale nawet na tym poziomie większość gatunków pojawia się bez znanych, pośrednich przodków, a bardzo długie, w pełni kompletne sekwencje wielu gatunków są niezmiernie rzadkie. Sekwencje rodzajów następujących po sobie lub bliskich tego na tym poziomie (nieskończenie płynących z jednego rodzaju do kolejnego) są bardziej powszechne i mogą być dłuższe niż znane sekwencje gatunków. Ale pojawienie się nowego rodzaju w zapisie kopalnym jest zazwyczaj bardziej gwałtowne niż pojawienie się nowego gatunku związane są z tym luki z reguły większe to znaczy, że gdy w zapisie kopalnym pojawia się nowy rodzaj to zazwyczaj jest dobrze oddzielony morfologicznie od najbardziej podobnych innych w miarę wędrówki w górę hierarchii kategorii. Luki między znanymi gatunkami są sporadyczne i najczęściej drobne. Luki między znanymi rzędami klasami i typami są systematyczne i niemal zawsze olbrzymie"

Simpson przyznaje więc, że skamieliny nie stanowią żadnych z kluczowych form przejściowych wymaganych przed teorię ewolucji. Ponadto, ponieważ luki między grupami taksonomicznymi w zapisie kopalnym zwiększają się w miarę wędrówki w górę hierarchii taksonomicznej, wprowadzenie jednostek taksonomicznych ze skamielin do Systema Naturae nie zmienia całościowego układu hierarchicznego. Wszystkie nowo odkryte przez paleontologię formy życia niezmiennie są spokrewnione, blisko lub daleko, są gatunkami siostrzanymi z już znanymi formami, muszą tym samym być umieszczane na obrzeżach jakiegoś hipotetycznego drzewa ewolucyjnego.
Praktycznie całkowity brak form przejściowych i przodków w zapisie kopalnym jest dziś określany przez wielu uznanych paleontologów jako jedna z jego najbardziej uderzających cech. Autorytety te, które przyjęły ramy kladystyczne, obecnie że aksjomat uznają, że w próbach wskazania relacji gatunków kopalnych, według słów niedawnej publikacji Muzeum Brytyjskiego:

 "Zakładamy że żaden z rozpatrywanych przez nas gatunków kopalnych nie jest przodkiem jakiegoś innego"

Skamieliny nie dostarczyły odpowiedniej liczby form przejściowych, jakich potrzebowała teoria ewolucji, ale ponieważ niemal wszystkie odkryte przez paleontologie wymarłe gatunki i grupy są całkiem różne i odizolowane od chwili ich nagłego pojawienia się w zapisie kopalnym, to liczba hipotetycznych ogniw łączących, które są potrzebne do połączenia tych zróżnicowanych gałęzi, z konieczności znacznie wzrasta. Jest to tym bardziej widoczne w przypadku grup takich jak ichtiozaury, które są silnie odizolowane od ich najbliżej spokrewnionych grup siostrzanych. Na przykład hipotetyczne drzewo ewolucyjne wiążące jaszczurki i żółwie przed odkrycie ichtiozaurów mogło mieć następującą postać:


Jednak po odkryciu ichtiozaurów konieczne jest narysowanie go od nowa, a zatem:



Nieobecność form przejściowych z zapisu kopalnego jest oczywista (nawet dla osoby niebędącej specjalistą, niemającej wiedzy z obszaru morfologii porównawczej), w sytuacji gdy grupa ma jakieś znaczne specjalizacje szkieletowe lub adaptacje, brak w domniemanym typie przodka.

Spójrzmy dla przykładu na transformacje ryb w płazy. Ogólnie zakłada się że płazy wyewoluowały z ryb, a nawet określono rząd ryb (Rhipidistia), który był tego początkiem. Jednak brakuje form przejściowych. Pierwszy płaz miał dobrze rozwinięte kończyny przednie i tylne, zgodne z normalnym typem czworonoga, a kończyny te były w pełni zdolne do poruszania się po lądzie.
Na rysunku poniżej przedstawiono pierwszego płaza obok jego przypuszczalnego rybiego przodka. Niektóre autorytety w dziedzinie biologii wskazały bliskich krewnych domniemanych przodków trzech głównych klas kręgowców zdolnych do lotu: pterozaurów (gadów latających, obecnie wymarłych), ptaków i nietoperzy, ale znów jest olbrzymia luka między pierwszym przedstawicielem każdej z tych latających klas i ich najbliższym przypuszczalnym typem przodka. Widać to na rysunku poniżej, gdzie pierwsza znana skamielina każdej z tych trzech klas kręgowców zdolnych do lotu jest zestawiona z najbliższą lądową formą nielotną, z której miała wyewoluować każda klasa. Luki między grupami wielkich kręgowców wodnych, takich jak ichtiozaury, plezjozaury, walenie, foki, krowy morskie i tak dalej, oraz ich najbliższymi zakładanymi przodkami lądowymi są również nadzwyczaj oczywiste, jak przedstawiono to na rysunkach:
Rysunek 1: Najwcześniejszy znany płaz zestawiony z rybą Rhipidistia


Rysunek 2: Pierwszy ptak, wczesny pterozaur i ich najbliższy nielotny krewny


Rysunek 3: Szkielet pierwszego nietoperza zestawiony ze szkieletem drobnego nielatającego ssaka


Rysunek 4: Ichtiozaur i inny typ wodnego gada: mezozaur oraz jeden z ich najbliższych znanych lądowych krewnych





Nie ma sensu przywoływać dalszych przykładów obrazujących nieciągłą naturę zapisu kopalnego. Każdy, kto wątpi w istnienie luk, może albo uwierzyć w słowa naczelnych paleontologów, albo otworzyć jedną z typowych prac na temat paleontologii, takich jak Vertebrate Paleontoloty [Paleontologia kręgowców] Romera czy Invertebrate Paleontology [paleontologia bezkręgowców] Schrocka i Twenhofela, i sprawdzić dowolny z wykresów stratygraficznych pokazujący liczność różnych grup podczas różnych er geologicznych oraz prześledzić kreskowane linie sugerujące ich hipotetyczne relacje filogenetyczne przedstawione na rysunku poniżej.
Nawet krótkie spojrzenie pokazuje jasno, że naprawdę istnieją głębokie i niewątpliwe nieciągłości.
Na pewno zapis kopalny w dzisiejszej formie stawia ideę ewolucji organicznej przed ogromnym wyzwaniem, ponieważ zamknięcie olbrzymich luk, form pośrednich. Raz za razem w rozprawie o powstaniu gatunków Darwin stwierdza dokładnie to samo, nie pozostawiając czytelnikowi wątpliwości co do jego wiary, że zamknięcie luk wymaga zaproponowania niezliczonych form przejściowych:

Według teori doboru naturalnego  

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Ewangelia, zbawienie

 Abraham jest ojcem wierzących czasu Mesjańskiej Łaski Chrystusa ponieważ jego usprawiedliwienie otrzymane w starym testamencie zostało przy...